Powiedz agentowi, że idziesz na kawę. Jak wrócisz, urządzenie ma działać
Tak, wiem, jak to brzmi. Ale dokładnie tak wygląda praca z agentem, który ma w embedded prawdziwe narzędzia, a nie tylko dobre chęci.
Zacznijmy jednak od początku, bo słowo "agentyczny" zrobiło ostatnio karierę porównywalną z "premium" i "eko". Każde narzędzie AI deklaruje dziś agentów, którzy "samodzielnie wykonują zadania". I w świecie czystego softu czasem trudno to zweryfikować - kod wygląda dobrze, testy przechodzą, wszyscy zadowoleni.
Ale jest jedna dziedzina, w której ściema nie przejdzie: systemy wbudowane. W embedded kod albo działa na fizycznym układzie, albo nie działa. Kropka. Możesz mieć najpiękniejszą kompilację świata, a wyświetlacz i tak pozostanie czarny, bo magistrala poszła na złe piny. I żadna elokwencja modelu tego nie zagada.
Gdzie kończy się typowy agent
Typowy agent kodujący kończy pracę tam, gdzie kończy się ekran: kod napisany, kompilacja przeszła, zielono. W embedded to jest dopiero POŁOWA drogi - i to ta łatwiejsza połowa. Bo poprawna kompilacja nie mówi nic o tym, czy peryferium odpowiada pod właściwym adresem, czy czujnik w ogóle gada, czy urządzenie wstaje. Tę drugą połowę tradycyjnie przechodzi człowiek: wgrywa, podłącza, patrzy w logi, mierzy, klnie pod nosem, poprawia.
Agent bez dostępu do tej części procesu jest w embedded tylko generatorem plików. Jego praca kończy się dokładnie w miejscu, w którym zaczyna się inżynieria.
A teraz zobacz, jak to wygląda w KreionAI
Agent dostaje komplet narzędzi na CAŁĄ drogę. Potrafi zacząć od zera - dosłownie: na czystym systemie sam stawia warsztat programisty, łańcuch narzędzi, konfigurację edytora, obsługę programatora, wykrycie podłączonego układu. Potem projekt, kod, walidacja, kompilacja - i rzecz, której klasycznym agentom brakuje: WGRANIE do fizycznego układu, kablem albo bezprzewodowo, z bieżącym podglądem logów urządzenia.
I tu zaczyna się magia, choć to żadna magia, tylko domknięta pętla. Agent czyta, co urządzenie raportuje po starcie. Widzi w logach, że peryferium nie odpowiada. Sam znajduje przyczynę w konfiguracji, sam poprawia, sam wgrywa ponownie i sam sprawdza, że tym razem wszystko gada jak należy. Bez Ciebie. Ty w tym czasie pijesz kawę - i to jest dokładnie ten scenariusz z tytułu, codzienność pracy z systemem, nie demo na targi.
Agent dostał oczy. I to zmienia wszystko
Najlepsze zostawiłem na deser: Vision Check. KreionAI jest pionierem wizualnej weryfikacji efektów pracy agenta - kamery skierowane na urządzenie sprawiają, że agent po wgraniu OGLĄDA fizyczny rezultat tego, co zrobił.
I teraz uważaj, bo to działa na trzech poziomach, jeden ciekawszy od drugiego. Poziom pierwszy: agent potwierdza, że urządzenie robi to, co miało. Spodziewane, miłe. Poziom drugi: agent zauważa defekt, który Ty też byś zauważył - powiedzmy napis wyjeżdżający poza krawędź ekranu - i poprawia go, ZANIM zdążysz cokolwiek napisać. Poziom trzeci, od którego robi się gęsia skórka: agent wychwytuje szczegół, który umknął Tobie. Patrzysz na ekran urządzenia, wszystko niby gra - a agent dorzuca, że przy wartości brakuje symbolu jednostki. I ma rację. Ty tego nie zauważyłeś, a on tak.
W tym momencie agent przestaje być wykonawcą poleceń, a staje się drugą parą oczu przy stanowisku. A wzrok działa zresztą w obie strony: na wejściu projektu agent potrafi zidentyfikować płytkę ze zdjęcia i sam dobrać do niej konfigurację - czyli rozbroić dokładnie tę pułapkę, na której wykłada się większość początkujących.
Trzy światy, jeden agent
Konkrety, bo w embedded konkrety są wszystkim. AVR z ATmegą na czele: pełne środowisko stawiane od zera, z autorskimi rozwiązaniami, których nie znajdziesz w żadnym markecie rozszerzeń. STM32: ekosystem w trakcie wielkiej przeprowadzki - sam producent przenosi narzędzia do VS Code - a KreionAI ogarnia oba etapy naraz: Ty wyklikujesz konfigurację w narzędziu producenta, generujesz szkielet, agent przejmuje dalej, na HAL-u albo schodząc do CMSIS. Do tego ESP8266 i ESP32: pełna obsługa przez ESPHome Studio, autorskie wizualne środowisko Atnel, w którym urządzenia dla Home Assistant powstają bez pisania ani linijki kodu - z agentem wbudowanym wprost w aplikację.
A skoro bez linijki kodu, to jeszcze jedno, o czym mało kto myśli. Urządzenie przestaje być nośnikiem funkcji, które ktoś dla Ciebie wymyślił - a staje się nośnikiem TWOICH pomysłów. Stacja pomiarowa, gadżet do domu, własna gra na małym wyświetlaczu, interaktywna zabawka dla dziecka - rzeczy, które do wczoraj wymagały znajomości języka programowania, dziś wymagają umiejętności opisania, czego chcesz. Kiedyś kupowało się dziecku konsolę z gotowymi grami. Dziś można dać mu tani moduł i pozwolić wymyślać własne.
Słowo o architekturze
Wszyscy wbudowują dziś agentów do edytorów - jako wtyczki, które żyją w cudzych granicach. KreionAI odwraca układ: agent jest gospodarzem, a edytory, kompilatory, programatory i kamery to jego narzędzia. Dzięki temu ten sam agent, z tą samą tożsamością, robi firmware, aplikacje na PC i projekty webowe. A bezstratna pamięć BTTF Lossless Memory (pisałem o niej osobno - polecam) sprawia, że projekt ciągnięty tygodniami nie gubi ani jednej decyzji, ani jednego zdjęcia z Vision Check.
Na rynku są już duże, dobrze finansowane firmy budujące agentów dla embedded - i bardzo dobrze, bo to znaczy, że kierunek jest słuszny. KreionAI rozwija się równolegle i w kilku miejscach jest po prostu krok dalej.
KreionAI działa produkcyjnie na co dzień i czeka w Early Access dla Windows. Szczegóły:
kreion.ai
A kawa? Kawa to najlepszy benchmark agentyczności, jaki znam: jeśli po powrocie z bufetu urządzenie działa - to był prawdziwy agent.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz